Nie tylko Akihabara – podróż po japońskich dzielnicach nerdów

japonia_akihabara_reportaz

Gdybyś drogi czytelniku miał wybrać jedno miejsce na ziemi, w którym mógłbyś spędzić resztę swojego życia, gdzie by ono było? Słoneczna Majorka, piękna Norwegia, a może dostojna Wielka Brytania? Wspaniałe miejsca, ale ja wybrałabym Japonię, a dokładnie jedną dzielnicę marzeń każdego nerda i gracza – Akihabarę.

Ostatnio miałam okazję zrealizować jedno z moich szczenięcych marzeń, mianowicie postawić nogę w kraju opływającym mangą i anime – Japonii. Jeśli jeszcze czytelniku nie miałeś możliwości zapoznać się z tą magiczną krainą, zapraszam na przyśpieszoną wędrówkę japońskim rollercoasterem wymalowanym w „Hello Kity” po Akihabarze i innych dzielnicach wypełnionych ludźmi z nosami wciśniętymi w konsole oraz komiksy. Akihabara, choć rozsławiona na cały świat, nie jest jedyną tego typu częścią dużej metropolii w całej Japonii. Zasadniczo każda większa miejscowość ma właściwy dla siebie zakątek, jedną lub dwie ulice, choć zdecydowanie ta tokijska jest najbardziej okazała.

Kilka gier na PS Vita wydanych ostatnio w Japonii. (fot. A. Kedzior)

Kilka gier na PS Vita wydanych ostatnio w Japonii. (fot. A. Kedzior)

W Tokio jest to Akihabara, w Nagoi chadza się na Akamon Street, a w Osace jest tzw. DenDen Town. Byłam w każdej z tych lokalizacji i nie sposób zaprzeczyć, że gdy tylko miniesz zakręt, za którym ponoć ma być przybytek wszelkich otaku, daje się to dosłownie odczuć wszystkimi zmysłami. Ulice nagle stają się obłędnie kolorowe, bardzo hałaśliwe oraz bajkowe. Każdego, kto wkracza w ten świat ostrzegam – te miejsca są niesamowicie uzależniające! Wystarczy spróbować jeden raz, abyście chcieli więcej i więcej.

Tak dokładnie było w przypadku mojej pierwszej wizyty na Akamon Street w Nagoi. Chociaż miałam ścisły plan zwiedzania miasta, zanim się obejrzałam wybiła 18.00, a ja wciąż „ciorałam” na automacie w dzielnicy nerdów. W miejscach takich najczęściej królują sklepy z komiksami, grami video (także używanymi), gadżetami zarówno mangowymi jak i growymi oraz budynki z „automatami”.

Różowe czołgi - hit ostatnich dni! (fot. A. Kedzior)

Różowe czołgi – hit ostatnich dni! (fot. A. Kedzior)

W Nagoi ulica Kamon jest stosunkowo krótka, ale gdzieś w jej połowie wybudowano coś na kształt pasażu, do którego zdecydowanie warto wejść. Pasaż to plątanina uliczek, pełna wystawców sprzedających chińskie podróbki, jak i tanie ciuchy, ale między tymi przybytkami znajdziecie wiele małych stoisk z fajnymi gadżetami, takimi jak choćby żeńska wersja stroju Mario, czy też sklep pełen figurek wszelkiego możliwego sortu. W Nagoi można znaleźć sklep „WonderGOO”, który dostarczy Wam wszelkiego dobra od plakatów z ulubioną mangową bohaterką, odzianą jedynie w skąpe majteczki, tudzież najnowsze produkcje na PSVitę. Wielbiciele karcianek także się nie poskarżą, bo na ostatnim piętrze sklepu jest raj dla każdego kolekcjonera „Magic the Gathering” czy karcianej wersji „Pokemonów”.

Pewnego rodzaju japońską tradycją jest fakt, że tam wszytko starzeje się wolniej. Zasadniczo przecież coś, co na zachodzie przestało być modne, niekoniecznie od razu przestaje być unikalne. W japońskich sklepach pod szyldem „Super Potato” zaopatrzycie się w konsole, jakie znaliście jedynie ze wspomnień starszego rodzeństwa. Równiutko ułożone i zapakowane duże ilości gier na choćby Nintendo 64 czy GameBoya, w idealnym stanie, nie są niczym zaskakującym.

W Osace polecam wybrać się do DenDen Town. Jest tam ogromny sklep z figurkami poświęcony jedynie serii Gundam oraz zaskakująco duża ilość wąskich sklepików z… filmami porno. Co ciekawe w takich sklepach szumnie są reklamowane „debiuty” nowych aktorek i ich „nadchodzących” premierowych DVD! Stoją tam kartony z podobiznami gwiazdek przemysłu dla dorosłych, a obsługę dyskretnie schowano za szczelnie zabudowanym kontuarem. Oczywiście fotografowanie w takich miejscach jest surowo zabronione, ale jedną fotkę udało mi się ukradkiem „cyknąć”.

Sklep z modelami Gundam do sklejania...

Sklep z modelami Gundam do sklejania…

...i jeden z modeli.

…i jeden z modeli.

Stare konsole - raj dla gracza.

Stare konsole – raj dla gracza.

Taki mały sklepik w Akihibarze.

Taki mały sklepik w Akihibarze.

Akamnon Street w Nagoi - uroczy komplet ciuszków.

Akamnon Street w Nagoi – uroczy komplet ciuszków.

Dziewczyny tańczące w Taito Station.

Dziewczyny tańczące w Taito Station.

DenDen Town to w sumie jedna bardzo długa ulica, przy której każdy miłośnik komiksów czy grania znajdzie coś dla siebie. W Osace miałam okazję napić się lokalnego piwa w najmniejszej chyba knajpie na świecie o nazwie „Royal Crown”. Szczerze polecam, zwłaszcza, że jest to doświadczenie niecodzienne. Pub liczy sobie trzy miejsca przy wysokim barze i ani jednego więcej. Wnętrze jest wyklejone starymi plakatami filmowymi, a właściciel nie zna słowa po angielsku, nie licząc swojskiego „beer„. Ilość trunków trzeba mu już pokazywać na palcach 😉

Akihabara w Tokio to zdecydowanie najbardziej okazała ze wszystkich dzielnic. Niestety minęły już czasy, w których przechadzało się przez tę ulicę dziesiątki przebierańców. Nie licząc pokojówek ciężko było dostrzec w tłumie co bardziej oryginalne postacie. Jeśli jednak szukacie kolorowych i barwnych ludzi musicie się wybrać do Harajuku na Takeshita-dori. Wracając jednak na Akihabarę, poza oszałamiającą ilością sklepów z komiksami znajdziecie tam firmową kawiarnię zespołu „AK48”, oraz niesamowitą ilość budynków z automatami np. „Taito Station”. Budynki w charakterystycznym czerwonym kolorze widoczne są z daleka. Te kilkupiętrowe molochy podzielone są na osobne piętra, na których można bawić się ufo-catcherami umożliwiającymi wygranie różnego rodzaju figurki albo zagrać na automatach z kolegą.

Przemysł erotyczny w pełnej okazałości. (fot. A. Kedzior)

Przemysł erotyczny w pełnej okazałości. Nieodłączna część dzielnic nerdów.  (fot. A. Kedzior)

Wchodząc do takiego przybytku należy zaopatrzyć się w dużą ilość monet 100 jenowych, bo zapewniam Was, że szybko stamtąd nie wyjdziecie. Akihabara to dzielnica młodych, przeznaczona do swobodnego przepuszczania pieniędzy. Obsługa we wszystkich lokalach jest niesamowicie uprzejma i zrobi wszytko, aby Was zadowolić. Zdarzyło mi się poszukiwać jakichś albumów z mangi „No Game No life”. W celu uniknięcia wielogodzinnego biegania, po piętrach wypełnionych mangami, grami, albumami i gadżetami, zapytałam o takowe materiały sprzedawcę. Pech chciał, że nie za bardzo rozumiał po angielsku, dlatego poprosił mnie o poczekanie (długotrwałe oglądanie anime skutkuje pewną znajomością japońskiego, ale nie na poziomie swobodnie komunikatywnym). Sprowadził kolegę, który mówił po angielsku, choć niestety ten także nie był wstanie mi pomóc, dlatego zaczął dzwonić po kolegach. Po kilkunastu minutach oczekiwania, w którego trakcie tak bardzo czułam, że narobiłam im strasznie dużo problemów, dowiedziałam się, iż mają coś w innym sklepie na drugim końcu Akihabary.

Nasza krótka podróż, drogi czytelniku, dobiegła końca. Tymczasem ja chętnie wrócę jeszcze do Japonii nie jeden raz w swoich opowieściach, bo to zaledwie ułamek mojej podróży. Podróży niezwykłej i wspaniałej. Jeśli chcecie poczytać więcej, zapraszam tutaj.

Anna Kedzior

Pewnego dnia kobieta wyszła z kuchni i poznała co to pad. I już nic nie było tak jak dawniej. O graniu, babskim spojrzeniu na nieprzespane noce i sposobach na ukrywanie tego, o niewyspaniu po lamparty.

You may also like...