Recenzja Space Run Galaxy – Kosmicznym Tirem Przez Galaktykę!

space-run-galaxy

Tower Defense – gatunek odpowiedzialny za setki niedokończonych prac domowych, tysiące przegapionych deadline’ów, miliony nieprzespanych nocek oraz nieskończoną ilość rozbitych związków (CO? Twierdzisz, że wieża rakietowa ma lepszy DPS niż LASEROWA? DZISIAJ śpisz na kanapie NIEDOINFORMOWANY KNURZE!). Z racji swego wyeksploatowania, ten typ gier poddawany jest nieustannym przeróbkom i permutacjom, wprowadzanym przez twórców chcących wyróżnić swój tytuł wśród konkurencji. W Space Run Galaxy  na przykład, zamiast bronić stacjonarnej wieży czy bazy, chronimy pędzącą przez nieprzyjazny kosmos międzygwiezdną ciężarówkę, wiozącą różnej maści dobra.

Po założeniu obowiązkowej truckerskiej czapejki warto zaznajomić się ze specyfiką intergalaktycznych tirów. Te bowiem są wyjątkowo surowe – zamiast raczyć smukłymi kształtami niczym słynna Normandia z Mass Effect, składają się jedynie z pustych, heksagonalnych modułów. Wygląda to biednie, ale ma swoje zastosowanie praktyczne – gdy wyruszamy z dostawą, każde wolne pole służy jako miejscówka do postawienia wieżyczki bądź jakiegoś wspierającego nas w boju urządzenia. Ostatecznie zatem rajd przez pustkę kosmosu zawsze przeradza się w typową sesję tower defence – z różnych stron napierają fale wrogów, za których rozwalanie zgarniamy kasę pozwalającą lepiej rozwalać wrogów, za których rozwalenie zgarniamy kasę jeszcze lepiej pozwalającą… I tak dalej, i tak dalej, aż do momentu kiedy nie dotrzemy do upragnionej mety.

obwarzanek

Kosmiczny Obwarzanek rusza z kolejną dostawą!

Motyw zasuwania z ładunkiem dorzuca do „wieżoobronnej” formuły mały twist w postaci limitu czasowego. Dostawę wypada podrzucić do adresata w odpowiednim terminie, a prędkość podbijamy budując dodatkowe moduły silników. Dorzuca to dodatkowy element taktyczny do pośpiesznego rozkminiania w ferworze walki – lepiej poświęcić miejsce na statku dla silników w imię szybszego dotarcia do celu (więcej exp), czy może postawić kolejne działko, zwiększając szanse na przetrwanie? Innym elementem godnym uwagi są przeróżne konfiguracje heksów, w jakie możemy ułożyć nasz statek. Za odpowiednią ilość ciężko wylatanej waluty można kupić od lokalnych handlarzy czasem iście wykręcone kombinacje, pozwalające na taktyczną ekwilibrystykę z prawdziwego zdarzenia.

Pomiędzy kolejnymi dostawami Space Run Galaxy raczy nas lekkimi elementami RPGowymi – levelujemy naszą postać, odblokowujemy nowy sprzęt oraz „craftujemy” dodatkowe moduły do umieszczenia podczas lotu (początkowo ich ilość jest bardzo ograniczona, więc jeżeli wyprztykamy się zbyt szybko z wieżyczek jesteśmy do końca dostawy zdani na łaskę wroga). Chociaż początkowo ucieszyła mnie perspektywa możliwości rozwoju swojego międzygwiezdnego tira, ceny szybko stały się mocno zaporowe. W rezultacie gra skazuje nas na monotonny grind, polegający na wykonywaniu losowo generowanych zleceń, które pozwolą nam stworzyć statek zdolny sprostać niektórym naprawdę hardkorowym misjom fabularnym. Konieczność przebywania wciąż tych samych tras niestety wprowadza monotonię i pomimo swego zamiłowania do gatunku czasem po prostu miałem SRG dość. Poziom upierdliwości grindu redukuje na szczęście długość każdego przelotu — w porównaniu do rozgrywek w innych TD są naprawdę krótkie (PRZECIEŻ SPIESZYMY SIĘ Z DOSTAWĄ!), więc nie miałem ochoty wydrapać sobie oczu, gdy przez głupi błąd pod koniec grindowanego odcinka dawałem się bezsensownie rozwalić.

srg1

Galaktyka pełna okazji do zarobku.

Dalszy grind gierca chce na nas wymusić atakując nas zewsząd komponentem sieciowym. Gdzie nie kliknąć wyskakują powiadomienia o sieciowych kontraktach, zleceniach i sprzedażach przyszykowanych przez graczy z całego świata. Niestety, nie liczcie na ciekawą odskocznię od zwykłych dostaw w postaci nietypowych przelotów wymyślonych przez kreatywnych graczy. W niczym się one nie różnią od tego, co przygotowali twórcy. Dlaczego więc tytuł tak nachalnie próbuje nam władować multiplayer do gardła? Z początku podejrzewałem mikrotransakcje, ale tych w SRG się nie uświadczy. Wygląda więc na to, że autorzy są po prostu bardzo dumni z tego elementu gry! No, niech im będzie!

Zostawmy już więc te INTERNETY i skupmy się na… eee… fabule? Ta o dziwo jest, jednak dzięki regularnym przerwom na grind zdążyła mi się kompletnie rozmyć. W każdym razie przekazywana jest za pomocą dialogów między postaciami, wręcz kipiących od sucharów i klisz typowych dla space opery. Ma to w sumie swój specyficzny urok, podobnie zresztą jak podniosła, „orkiestrowa” muzyka, towarzysząca nam podczas lotu. Twórcy na szczęście ogarnęli jakiegoś ambitnego kompozytora, któremu zechciało się stworzyć całkiem sporo kawałków na okoliczności różnych tras, zatem jest szansa, że nie zapragniemy odciąć sobie uszu podczas kolejnego grind-runu.

srg

Wzorcowo rozbudowany statek kontra kosmiczna ośmiornica. Bossowie nie tylko są w stanie nakopać nam do tyłków, ale i też znacznie spowalniają naszą dostawą. NIEZŁE Z NICH GNOJE!

Koniec końców, Space Galaxy Run to miły „czasoumilacz”, dla fanów TD szukających nieco innowacji w swej ulubionej growej formule. Byleby tylko nie przesadzać z długością growych sesji, gdyż na dłuższą metę potrafi przyprawić o nagłe ataki ziewania. Tyle dobrego, że naszą wytrwałość regularnie wynagradza ładnymi, satysfakcjonującymi eksplozjami albo rajcującą walką o przetrwanie podczas wyjątkowo obfitującej w zdarzenia dostawy!

Jakub Zając

Zatwardziały pecetowiec, zwyrodniałe dziecię fpsów, skradanek i papierowych RPGów. Gra we wszystko co popadnie, ale szczególnie upodobał sobie wyszukiwanie "indyczych" perełek.

You may also like...