Powiało… przyjemnością – testujemy Ravcore Cyclone

Ravcore Cyclone v2

Kiedy otrzymałem nowinkę, że dostajemy do testów kolejne sprzęty od firmy Ravcore, zapytałem od razu: „Cóż więc za dobroci dostaniemy?”. Jedną z dwóch próbek okazała się być myszka optyczna Cyclone, która mnie nie porwała ani swoim wyglądem, ani specyfikacjami – jako fanboy’a A4Techowej X7. Lecz gdy wziąłem ją do ręki, nie byłem już tak pewny tej myśli.

Pierwsze co przyszło mi na myśl to: „ciężkie to – pozytywnie ciężkie”. Cyclone waży ciut więcej niż moja normalna myszka z włożonymi wszystkimi odważnikami, będąc przy tym dosłownie odrobinę dłuższą i większą. O ile dla ludzi z małymi dłońmi może być to problem, to ja widzę to z kolei jako błogosławieństwo, gdyż w końcu moje opuszki losowo nie zwisają na końcach klawiszy, gdy ułożę wygodnie swoją dłoń na sprzęcie. O ile fakt długości to sprawa czysto designerska, to skąd waga myszki? Odpowiedź jest prosta – ma ona metalową bazę, wyposażoną w bardzo efektywne duże ślizgacze.

Cała góra zaś została wykonana z dwóch typów dość grubego plastiku – matowego i połyskującego, gdzie ten drugi tworzy nam swoisty piorun idący przez grzbiet myszki. Osobiście wolałbym, aby wszysto zostało wykonane z tego ładnego i miłego w dotyku niebłyszczącego materiału, ale to sprawa czysto osobista.

Ravcore Cyclone

Do dyspozycji mamy 7 przycisków – dwa główne, kółko, selektor programu i trzy programowalne klawisze na lewej stronie, tuż obok kciuka. Mówię tutaj tuż obok, gdyż o ile mogę pochwalić Ravcore z uwagi na BARDZO poprawne zaprojektowanie sprzętu, pod kątem układu ręki (chodzi tu głównie o podkładkę na kciuk i na mały palec), to pozycja makro jest conajmniej nieprzemyślana. Gdy ułożę rękę, czuję je pod zgięciem, zaraz pod opuszkiem kciuka, co sugerowałoby, że mam je wciskać na wysokości stawu, a nie koniuszkiem palca. Jednak nie jest to zbyt wygodne ani efektywne, gdyż przyciski mają o wiele mniejszą akcję (naprawdę niewiele siły trzeba, aby je wcisnąć) i takowe próby wciśnięcia kończą się często wciśnięciami dwóch makro zamiast jednego. Wszystko co wystarczyłoby do szczęścia, to przesunięcie je o jakieś 1,5 cm, tak, aby były na wysokości środka głównego klawisza.

Pomówiliśmy o rzeczach ważnych, teraz przejdźmy więc do tego, co fani Razera lubią najbardziej – oświetlenie RGB. Podświetlane w Cyclone jest wcześniej wspomniany „piorun”, część kółka myszy,  logo Ravcore i tył myszki (gdzie widoczne są 4 gołe LED’y). Są one konfigurowalne z poziomu sterowników, gdzie mamy wybór kolorów, natężenia i efektu. Niestety tak jak było przy klawiaturze Blade – jeśli ustawi się jakikolwiek kolor poza R/G/B (i fioletowym) to można się zawieść.

ravcore cyclone fit

Ogólnie przyjemność z użytku fizycznego ocenił bym na bardzo, bardzo dobry (przymknąwszy oko na sprawę makro). Ewentualnie na co mógłbym ponarzekać na koniec to dość dziwne ustawienia fabryczne profilów DPI, które na swoich 6 profilach mają dość zabawne przeskoki (1000, 4000, 16200, 82tysięcecośtam DPI). Poza tym wszystko jest na swoim miejscu – no, może poza ceną, którą oceniam na… dosłownie o jednego Mieszka I-szego za dużo. Jeśli masz dużą rękę, która lubi spoczywać na Twoim sprzęcie, to poza X7’ką i niektórymi myszkami Razera i Logitecha – pojawił się kolejny produkt, który powinieneś konsumencie wziąć pod uwagę przed dokonaniem kupna.

+ duża i wygodna w używaniu

+ solidnie wykonana

+szeroki zakres DPI

– niedopracowane oświetlenie

– dziwne położenie klawiszy makro

Za użyczenie sprzętu do testów dziękujemy firmie Ravcore

Piotr Zubko

Typowy hardware'owiec, który uwielbia napawać się widokiem nowości rynku komputerowego i ciągle planuje własne zestawy, jak i skrzynki. Zapalony gracz Vindictusa oraz World of Tanks, który obecnie boryka się z życiem i portfelem godnym studenta.

You may also like...