Wścieklizna #01 – O Twitchu, motywacji i byciu blogerem

wścieklizna

Jestę blogerę… No tego się po sobie nie spodziewałem, ale czego się nie robi w imię pozytywnego rozwoju ukochanej redakcji. Poza tym „bloger” to i tak lepsze niż jutjuber XD Nie spodziewajcie się niczego, tak będzie najlepiej, ponieważ to moje pierwsze podejście do wylewania myśli na wirtualny papier. Nawet nie wiem od czego miałbym zacząć… a nie dobra już wiem.

Od kiedy zacząłem oglądać e-sport zostałem fanem streamowania, oglądałem kilku zagranicznych „speców” w tym temacie i myślałem fajnie by było robić coś podobnego. Gdy dostałem się do bety Hearthstone’a nie czekając dłużej postanowiłem robić broadcasty. Wtedy oglądalność HS na twitchu była duża, nie każdy miał klucz wszyscy chcieli zobaczyć jak inni otwierają paczki z nowymi kartami. Ja miałem kilku widzów – moich znajomych, było fajnie. Wiedziałem od razu, że nigdy nie będę „popularny” ale totalnie mi to wisiało robiłem to bo chciałem to robić. Wybitnym graczem HS nie jestem a na Twitch’u albo masz grę premierową, ciekawy stream (cycki), albo jesteś bardzo dobry wtedy masz szansę na jakąś tam oglądalność, ja nie mogłem spełnić żadnego z warunków.

Do tego doszły inne problemy, bo o ile obsługa programu do streamowania to nie jest fizyka jądrowa, o tyle mój laptop do dziś nie radzi sobie(biedny staruszek) z uciągnięciem i puszczeniem w eter jednocześnie czegokolwiek poza HS. Na domiar złego 3 zmianowa praca zabija regularność i po prostu się odechciewa. Ale nadeszło PS4 z zaimplementowaną możliwością streamu bezpośrednio na Twitch’a, pomyślałem „to jest to” no i faktycznie gierki na premierę przyciągały kilku widzów więcej, znowu brak regularności wszystko zabijał no i brak skilla w kontakcie z widzami. Jak się ma pięciu widzów, którzy się nie udzielają, ja skupiam się na grze, cholernie ciężko jest zaciekawić tematem kolesia, który leci po kanałach i czegoś szuka. Czasem nawet z powodu opóźnienia nie widać, że ktoś doszedł i zanim się przywitam już go nie ma. Wtedy stwierdziłem „wyjebane”, robię to dla siebie nie muszę mieć widzów, żeby się dobrze bawić.

W międzyczasie powstawały filmiki dla redakcji, jakieś recenzje i Gry na PLUS z różnym skutkiem ale zawsze do przodu przecież robię to dla zajawki, dla siebie, dla wprawy, może kiedyś będę dobry, może kiedyś… Ale ostatnio było mi trudniej znaleźć motywację, suka gdzieś zniknęła, znalazły się dodatkowe zajęcia Paintball, siłownia, Destiny :) Naglę widzę #zmiany wbijam na grupę redakcyjną, nowa strona, nowe formy, coś się ruszyło wszyscy sypią materiałem, kurwa trzeba się wziąć do roboty. Motywacja powoli powraca ten blog chyba jest najlepszym dowodem, z paintballa ani z siłowni nie zrezygnuje ale wycisnę parę dodatkowych godzin z doby, żeby się ze wszystkim wyrobić. Nie ma opierdalania się, zjem stejka, zrobię pompę i jakoś to będzie.

You may also like...