Cyckiem i Padem #3 – Overwatch

cyckiem i padem

Jak to jest, że najbardziej banalne rozwiązania są właśnie najlepsze? W końcu bywają takie dni w życiu, w których zamiast dumać nad sensem istnienia i umartwiać swą duszę arcytrudnymi zajęciami, chwytamy w dłoń giwerę i lecimy rozwalać wrogów. Tak po prostu.

Dlatego Blizzard w swej nieomylności, udostępnił graczom niedawno betę Overwatch. Przez kilka dni mieliśmy okazję zupełnie bez pardonu oddać się radosnej i kolorowej rozwałce, nie przyjmując się zupełnie ceną najnowszego dziecka „Zamieci”.

Zanim jednak zaczniemy lamentować, wspomnijmy o elementach, które można zaliczyć na plus. Jedno jest pewne, Blizzard po raz kolejny wypuszcza na rynek pewniaka. Oferuje graczom szybką i lekką rozgrywkę, która dzięki banalnym, ale również klarownym zasadom, okazuje się strzałem w dziesiątkę.

Już w samouczku dostrzec można niezwykłe doświadczenie studia w tworzeniu gier. Sama nauka trwa nie dłużej niż 10 minut, pozwalając nam szybko wyżyć się na wirtualnych przeciwnikach, albo skoczyć w sam środek morderczej nawalanki między graczami. Na planszach treningowych wypróbujemy wszystkich bohaterów oraz określimy najlepszy dla siebie styl walki. Wszakże w końcu nie każdemu będzie odpowiadało ciągłe pozostawanie na linii ognia. W drużynie Overwatch znajdzie się miejsce dla stonowanego snajpera, jak i wsparcia, zaś pozostawanie na tyłach wcale nie oznacza nudniejszej rozrywki. Każda z postaci ma swoje unikatowe cechy i umiejętności, przez co granie niemal każdą z postaci jest czystą zabawą.

overwatch_01

Gdy przystępujemy do rozgrywki, gra podpowiada nam, jakich jednostek brakuje w drużynie, a które z nich przeważają. Nie oznacza to, że nie można rozpocząć meczu, mając w zespole samych snajperów, ale zdecydowanie potrafi utrudnić to rozgrywkę.

Lokacje są… jakby to… no cholercia, są niesamowite! Dopieszczone w każdym szczególe, barwne i żywe. Mają dziesiątki zakamarków i opanowanie terenu każdej z plansz może zając nam spory kawałek czasu. Każde z miejsc zachowuje klimat „kraju”, z jakim ma się nam kojarzyć dana lokacja. Japonia jest barwna, kolorowa i szalenie kawaii, podczas gdy Egipt zasypiano piaskiem i wypełniono posągami Anubisa. Przez kilka pierwszych minut w grze nieustannie ginęłam od zbłąkanego headshota, bo zamiast patrzeć na przeciwników, spoglądałam na piękno wykonania plansz. Po zakończeniu czeka nas „pamiątkowe” zdjęcie grupy, wyłonienie najlepszych i chwila zastanowienia, jaką postacią chcemy grać. Bohatera można swobodnie zmieniać w trakcie meczu, dzięki czemu gra utrzymuje niesamowity dynamizm.

Bardzo polubiłam się z Reaperem i Czarną Wdową, której umiejętność znikania na krótką chwilę, pozwala czynić cuda. Wraz ze zdobyciem nowego levelu otrzymujemy „paczkę niespodziankę”, czyli pakiet kilku wirtualnych drobiazgów takich jak model 3D jednego z bohaterów gry, albo prosty awatar. Mankamentem dla wielu może okazać się, to samo co dla mnie akurat jest największą zaletą Overwatch, czyli kreskówkowa oprawa. Nie musi każdemu przypaść do gustu.

overwatch_02

Reasumując bawiłam się wybornie, a możliwość współpracy z innymi graczami, nakręca do uruchamiania kolejnych meczów. Tutaj jednak moje zachwyty napotykają na niepokojącą myśl. Czy bawiłabym się równie dobrze, gdybym musiała za tę grę zapłacić? Premiera już tuż, tuż, a cena rynkowa Overwatch nie należy do najniższych. Czy nie lepiej sprawdziłby się system, w którym od lat funkcjonuje wiele tytułów MOBA? Płatne skórki wiele firm uczyniło czarnymi końmi rynku gier komputerowych. Jest to dla mnie wada, jak na razie nie do przeskoczenia.

W Overwatch bawiłam się bardzo dobrze, ale na myśl o wyłożeniu na stół 200 zł, jej ocena spada drastycznie. Tytuł jest bowiem bardzo dopracowany, ale również brakuje jakiejkolwiek rewolucji. To bardzo dobra „nawalanka” do grania z ludźmi, ale poza pięknymi lokacjami, ciekawymi postaciami i szybką i przyjemną rozrywką, nie oferuje nic, czego nie spotkałabym już wcześniej. Zachodni klient nie zobaczy różnicy. W USA ceny gier na PC od dawna plasują się na wysokim pułapie. W Polsce dopiero ostatnio zaczynamy doganiać tę tendencję, jednak wciąż łatwiej wyciągnąć nam z portfela 100 zł, na nową grę niż dwukrotność tej kwoty.

Jak to się rozstrzygnie w przypadku Overwatch – dowiemy się w przeciągu kilku następnych miesięcy. Bawiłam się naprawdę dobrze. Jednak czy na tyle dobrze, aby lekką ręką wydać ponad 200 zł? W moim przypadku odpowiedź brzmi – Nie. A jaka jest wasza opinia?

Anna Kedzior

Pewnego dnia kobieta wyszła z kuchni i poznała co to pad. I już nic nie było tak jak dawniej. O graniu, babskim spojrzeniu na nieprzespane noce i sposobach na ukrywanie tego, o niewyspaniu po lamparty.

You may also like...